logo by lUkasz

MIĘDZYSZKOLNY KONKURS POETYCKI
"daj mi SŁOWO"
- 4 edycja - 2010

Nagrodzone teksty

II miejsce - Joanna Goik pseud. Orchidea z I LO im. Staszica w Jastrzębiu Zdroju za "*** stoi niebo" i za "Balladę o przyszłym domu"

III miejsce -
Bogumiła Dziel pseud. kodoferata - z Zespołu Szkół Urszulańskich w Rybniku za "*** rozmawiamy ściszonymi głosami" i za "Balladę dentystyczno-pomarańczową"

Wyróżnienia :

I stopnia -
Magdalena Cyroń - pseud. FIOŁEK z Zespołu Szkół Urszulańskich w Rybniku za "Uwierzyć"

I stopnia -
Monika Malgrab - pseud. monik. z LO im. Noblistów Polskich nr 1 w Rydułtowach za "Dopóki nie poznałam Ciebie"

II stopnia -
Katarzyna Koźlik pseud. Kasios z Zespołu Szkół Ekonomiczno- Usługowych w Rybniku

II stopnia -
Agnieszka Morawska pseud. AXELIA z Zespołu Szkół nr 2 im Tischnera w Żorach

II stopnia -
Ewelina Kawulok pseud. NAMIDA z Zespołu Szkół Urszulańskich w Rybniku

II stopnia -
Szymon Gontarz pseud. Ramzes z II LO im Tischnera w Wodzisławiu Śląskim


II miejsce - Joanna Goik pseud. Orchidea z I LO im. Staszica w Jastrzębiu Zdroju    

"*** stoi niebo" 

stoi niebo

w księżycowym półblasku

rozsypanym

w lata świetlne ciszy

odległe pozornie

i piękne

w moim ziemskim kraju 

tu wiatr

lekko głaszcze

leszczynowe dłonie

włosy senne

niepieszczone

dłonią ludzką 

i wędruje naszą  drogą

gwiezdna noc 

ponad pola

wzrok ciepły

wznosi Wenus jasna

i zaczyna się

nowe

noc gaśnie we mgłach 

na jej podobieństwo

skończę się

w wędrówce

w zgodzie cichej

na echo kroków

gdy ustaną 

i w ramionach łagodnych

spocznę twej pamięci

zrodzony o świcie

wędrowcze

synu złotej Hellady

byś mnie w trudy

mógł ponieść

pielgrzymiego losu

i kołysać pogodnie

do wiecznego snu 

tak mnie wspomnij

na krótko

wspomnij

po słowiańsku

dobrą myśl pochylając

nad leszczyną

nad Wisłą 

tak wspominaj

z jutrzenką

samotny o brzasku

dokąd ci

w ziemskich świtach

będę

ukochaniem 
 

ballada o przyszłym domu 

niechaj się wzniosą 

w ogromnych

czterech ścianach świata

domu naszego ciepłe

bezpieczne

cztery ściany 

niechaj ten dom nasz

przyszły

Bóg nam opieką oplata

i słońcem promiennym

uświęca

i latem wyczekanym 

niech stanie tu stół

dębowy

i pokój niech jest na poddaszu

z widokiem na las

i pagórek 

i ogród skąpany

w rosie

i kwiatach  najmilszych naszych

- beztroskich dniach

synów i córek -  

niech będzie w tym domu

kominek

by tańcem swym cieszył nas ogień

gdy przyjdzie nam takt zagubić

w myśl praw odwiecznych

starości 

a starość niech będzie nam

łaską

jak my

- prześwietloną Bogiem - 

jesiennym zbiorem owoców

po naszej

dobrej młodości.


III miejsce - Bogumiła Dziel pseud. Kodoferata - z Zespołu Szkół Urszulańskich w Rybniku  za "*** rozmawiamy ściszonymi głosami"

 

rozmawiamy ściszonymi głosami, pochyleni ku sobie nad stołem

w biało-czarnej scenerii. delikatne światło sączy się ze szpary

w niedokładnie zasłoniętym oknie, linie karku tworzą obraz idealnie

spokojny. w ukojeniu lampa u sufitu kołysze się harmonijnie, milkniemy.

 

dwoje ludzi, którzy - mając w sobie ciszę - chcieli rozmawiać jazzem.

jakaś w nich, jakaś w nas pustka, nie wiedząc skąd. usiądźmy pod

wieżą eiffla i zapalmy klarnety oboje saksofony cichym światłem,

a wszystko w urokliwej scenerii czarno-białych fortografii.

 

mały, choć tak dumny smok wawelski poda nam szklankę soku z aronii

i znikniemy w zacierającej nas mgle. dwoje ludzi w pięknie

i o pięknie, lecz bez pieniędzy i praktycznego zastosowania.

niech zetrze nas mgła, jesteśmy szczęśliwi.

 
 

 

Ballada dentystyczno-pomarańczowa

 

I

na fotelu dentystycznym trud

starannego wychowania

na nic się zdaje

 

w oparach monotonnych dźwięków

i skurczu mięśni

krwi płynącej wierzchem do góry

bo z przerażenia pozoruje martwotę

 

to zrozumiałe że są rzeczy

jak dentysta post i wczesne wstawanie

które wieszają nas ogonem na gałęzi

 

II

bywa i gorzej

moimi ulicami spacerują bestyjki ich własny

kwas intencyjny doprowadza krew do tej

komicznej przewrotki wierzchem w dół

 

ich wizyta u dentysty nie kończy się

nawet po lśniącym wieczorze w skrzydle

ptaka jak w lustrze

 

ktoś kiedyś powtarzał  że świat

to jak wielka obrana pomarańcza

nic tylko spacerować wgryzać  się i śmiać

 

ale bestie na spacerkach bywają  złośliwe

a świat czasem kręci się 

wokół pierwszego utraconego zęba

 


Wyróżnienia :

 I stopnia - Magdalena Cyroń - pseud. FIOŁEK  z Zespołu Szkół Urszulańskich w Rybniku za "Uwierzyć"

 

Uwierzyć

 
 

Myśleli,

że to proste

dać ciepło myśli

troskę dotyku

ogarnąć niepojętość siebie

odszukać zagubione klucze prawdy

Myśleli

że bezmiar słów uleczy lęk

posłaniec nadziei wskaże drogę

 

A przecież tak łatwo

Uwięzić świetlika zaufania

Uciszyć radosny śpiew serca

Upaść, bezmyślnie dążąc do ideału

 
 

A tak trudno uwierzyć

W prostotę miłości

 

Tak trudno uwierzyć

 


I stopnia - Monika Malgrab - pseud. Monik. z LO im. Noblistów Polskich nr 1 w Rydułtowach  za "Dopóki nie poznałam Ciebie"

 

Dopóki nie poznałam Ciebie

myślałam, że moje dni są niczym.

Czasem, który wypełniam, bo muszę.

Nie liczyłam ich już  w sekundach,

minutach, godzinach,

lecz patrząc na kroplówkę,

która kapiąc, grała marsz żałobny

moich samotnych dni.

 

Przychodziłaś do mnie

taka uśmiechnięta.

Z  entuzjazmem opowiadałaś  o sąsiadce,

która ogląda operę  mydlaną.

Przypominałaś o moim psie,

który uwielbia gonić  motyle.

Pokazywałaś  zdjęcia z wakacji,

na których tak się  uśmiechałaś.

 
 

Byłaś ze mną.

Patrzyłaś na moje łzy, na moją bezsilność.

Mimo to ciągle powtarzałaś  te same słowa nadziei,

że będzie dobrze,

że to miłość jest życiem,

marzenia podstawą  a uśmiech realnością.

Czasem udawałam, że  śpię.

Wtedy  widziałam, jak stojąc przy oknie,

ocierałaś łzy,

które były niczym moja znienawidzona kroplówka.

Pamiętam dni, gdy nie mówiłaś nic.

Wsłuchiwałam się  z Tobą w brzmienie ciszy.

Czułam, jak każda moja chwila

zamienia się w Twoje cierpienie.

 

Za oknem malowała się  jesień.

Płakał nasz świat.

Byłaś ze mną  tylko Ty.

Dotykałaś moich zimnych rąk.

Cicho powtarzałaś  słowa,

które  rozjaśniały ciemność.

Tylko byłaś.

Aż byłaś.

 

Znów jest wiosna.

Kroplówka już nie wybija

tempa mego człowieczeństwa.

To Ty powtarzałaś,  że wygram.

Mówiłaś prawdę.

Pokazywałaś piękno.

Dawałaś dobro.

Poczułam

prawdziwe piękno

dobra.

 

Dziękuję, że byłaś  ze mną w te dni.

 

Tym, którzy przy nas są.

 
 


II stopnia - Katarzyna Koźlik  pseud. Kasios z Zespołu szkół Ekonomiczno- Usługowych w Rybniku

Cisza
Przemknęła obok i weszła do środka
Jak nieproszony gosć.
Chcę się jej pozbyć, ale brakuje mi odwagi.

Cisza tak nienaturalna, tak przeraźliwa

Otwieram drzwi dając do zrozumienia, żeby sobie poszła
I mówię:
- Do widzenia
A ona siedzi w fotelu.
Pełna chwały, z kpiącym uśmiechem na ustach.
- Przegrałaś - mówi
- Wiem - odpowiadam
I idę zrobić nam herbatę.

Dla .

Dla Miłości
można rzucić się z mostu,
w imię większego dobra
i wierzyć w miękkie lądowanie
w skrzydłach anielskich.

Dla Młodości
można kupić bilet w nieznane
i wyruszyć w największą podróż
życia...
Do krainy szczęśliwości.

Dla Muzyki
warto wydać wszystkie oszczędności
na najlepsze gitary
i grać tak bez końca
muzykę serca i duszy.

Przez ciebie,
można tylko płakać suchymi łzami
wypowiadać niemym krzykiem
te dwa słowa,
i chować żal
w małym czerwonym pudełku
na dnie.

***

soczysta zieleń liści migocących w słońcu

przypomina Ciebie

błyszczysz gdy się uśmiechasz

jesteś kojącym szumem wiatru gdy mówisz

gorącymi promieniami słońca gdy dotykasz

a kiedy tulisz

widzę tylko wszechświat cały

zamknięty w jednym człowieku


II stopnia - Agnieszka Morawska pseud.   AXELIA  z Zespołu Szkół nr 2 im Tischnera w Żorach

Eden 
 
Czy mogę Ci podarować 
                              mój kwiecie 
Coś, co jest najpiękniejsze 
Bo jest to jeszcze 
                        na świecie. 
Lecz już coraz mniejsze. 
Są jeszcze lasy zielone 
I piękne łono tej Ziemi 
Góry, strumienie spienione 
Gór tych szczyty lodem spojone. 
Są takie miejsca dziewicze 
Nietknięte chciwością drapieżcy 
Gdzie słychać śpiewy słowicze 
I akompaniament świerszczy. 
Gdzie woda jest tak czysta 
Że słychać śpiew jej fali. 
Powietrze zaś jak kryształ 
Ryb odgłosy słychać w dali. 
Tam bramą do tych cudów 
Jest lśniąca nić pajęcza 
Nie ma tam cywilizacji brudów 
I nie ma tam dla nich miejsca.

 
 
 
 

Mała Nadzieja

 

Uciekam w omamach 
ulewnej nocy 
Spętana mgłą ma przystań 
Szukam i błądzę 
Chcę i nie chcę jej znaleźć 
czego zatem 
szukasz opętana 
przez demony tej Ziemi? 
Ty homo sapiens 
suchych kamieni 
w rwącym potoku 
nie krzycz sumienie 
drogi mej woli. 
Nie oczyści morskiej wody 
nikt z soli 
Nie zatrzyma deszczu 
Nie zgasi słońca 
Nie powstrzyma wichury 
i wszystkich nicości tej Ziemi 
nad miłość i kochanie. 
Tego szukam 
u nocy i dnia zarania 
wiem 
droga to niebywała 
ale jest nadzieja 
choć mała.

 
 

Mazury 
  
Zapadł zmierzch 
na mazurskim niebie 
pokrytym purpurą 
Milknie śpiew słowika 
wrzask dzikich kaczek 
rozpoczął koncert żabi chór 
kojący południowy wiatr 
buszuje w szuwarach 
kołysze łódką u brzegu 
szarzeje dotąd zielony 
żywicą wonny las 
strużki dymu 
palącego się ogniska 
żegnają upalny dzień 
dumne sosny 
wieczne piękne brzozy 
tu i ówdzie 
płaczące wierzby 
powracających z pól żniwiarzy 
gdzie łany zbóż 
oddają pokłon ich trudowi 
wszystko w koło 
zalane blaskiem 
zachodzącego słońca - 
cisza 
w lustrzanej tafli jeziora 
gasnące słońce 
skacze z fali na falę 
Nie masz nigdzie 
piękniejszych miejsc.

 
 


II stopnia - Ewelina Kawulok pseud. NAMIDA  z Zespołu Szkół Urszulańskich w Rybniku

 

,,,

 

naturalne piękna

 

kurtyzana wschodu

słońca

często nienawidzona

i wytykana palcami

ale mająca też

powód

do codziennego bytu

i zaspokajająca

pragnienia

dzikie żądze

człowieka

(rzeczownik rodzaju męskiego)

poznania

nowego spróbowania

tajemniczego dnia

 

naturalne piękna

 

czarodziej zapadającego

zmierzchu

w kotle miesza

doznania

zawody

zachwyty

mijającego

do ust wlewa

złoty napój

nieśmiertelnej nocy

i snu

 

a pomiędzy

dziennymi skrajnościami

duszności

śmierci narodziny

cierpienia radości

związki rozstania

sukcesy porażki

 

uśmiech dziecka

wrzucony grosz dla bezdomnego

ogień zabijający zimno

płatek śniegu niknący na ciepłej dłoni

kwiat walczący o swoje miejsce

 

naturalne piękna

 

tak bliskie i obecne

choć dalekie bo niezauważane

 
 
 

KROPLE

 

nieobliczalna ilość kropel

ściga się po szybie

każda z nich spieszy się

by ukończyć misję

i umrzeć tam w dole

zniknąć ale pozostać sobą

z każdą falą deszczu

przybywają nowe

i podekscytowane

opowiadają sobie nawzajem

o pierwszym

locie z nieba

dla nas tak szybkim i niepożądanym

dla nich wolnym

nowym pięknym i niebezpiecznym

bez obawy jednak

skaczą jak samobójcy

chcąc spróbować

innego

lepszego może życia

 

w naszych oczach

wszystkie

takie same

 

w oczach prawdy

każda inna

i niepowtarzalna

 

bo żadna

nie dostanie

drugiej szansy

by rozłożyć wodne skrzydła

 
 
 
 
 
 
 

Z CZASAMI

 

czasami

dobra jest samotność

 

możesz w niej wtedy

nauczyć się

zauważać

spieszącą się mrówkę

powolnego chrząszcza

kolory słońca

odbijające się w szybach

równomierne linie

wyznaczonego pola

do męczących zabaw fizycznych

 

możesz też pozwolić

dokuczać sobie

zgadzasz się

na zaczepki

dziecięcej sosny

która chce się bawić

w pokłuwanie

 

czasami

dobra jest samotność

zwłaszcza wtedy

gdy ma smak

twórczo świeżych

truskawek

 
 
 


II stopnia - Szymon Gontarz pseud. Ramzes z II LO im Tischnera w Wodzisławiu Śląskim

Bez-senna kakosymfonia

 

Pod powierzchnią czaszki

Pod płatem czołowym

Skrzętnie ukryta za gipsową skorupą  wyrazu

W samym środku głowy

 

W tym niedostępnym miejscu

W oazie intymności

Według schematu chaotycznie skaczą  dźwięki

Splątane w nicości

 

Czasem ich ruch to taniec

I płyną w tańcu płynnie

Jednocześnie gromiąc się wzajemnie w toczonej w zwarciu bitwie

Wielkiej wojny pozycyjnej

 

Czasem się kochają

Nieśmiało wzdychają ich usta

Lecz wszystkie razem łączą się  w rozpasanej orgii

Połyka miłość rozpusta

 

I biją do rytmu serca

I gardła krzyczą wszystkimi barwami

I zgrzyt instrumentów ten hałas przewierca

I każdy go drapie, opluwa, plami

I każdy próbuje przekrzyczeć  innego

I inny pocałunkiem chce go uciszyć

I już następny wchodzi za niego

I tamten krzyczy głośniej, bo siebie nie słyszy

I stają wszyscy w czterech szeregach

I jednakowe staja się ich twarze

I zaraz nowy między szereg wbiega

I zaczyna się kręcić każdy z innym w parze

 

A pod powierzchnią czaszki

Pod samym płatem czołowym

Skrzętnie ukryta za zmęczoną  skorupą wyrazu

W środku umęczonej głowy

 

Samotna myśl leży i czeka

Aż skończy się ich nieskończona fiesta

By mogła ujrzeć ocean na swoich powiekach

I tylko muzyka nie zamierza przestać

 
 

Pocałunek

 

Wszystkie twarze były takie same

Więc żadna nie była tą, której chciałem

Już wtedy trudno było dostrzec piękno

Bo przecież piękno miało wtedy imię

Na własność

 

I przeszedłem przez park żegnający lato

Gdy imię znalazło się już  w mojej dłoni

Kroczyłem ścieżkami, pilnując go zazdrośnie

Wypuszczając tylko, by lepiej się  przyjrzeć

Choć trochę

 

A park mógł pachnieć przedwczorajszym deszczem

Mógł zachwycać ostatnim tchnieniem kolorów

Mógł sunąć powietrzem łagodne szelesty

Wiedziałbym, gdybym odstąpił  mu trochę swoich zmysłów

Na chwilę

 

A potem przyszła noc, być może padało

Lecz ciepło wpływało szybciej, niż  woda je kradła

I gdy tak szedłem w deszczu, moknąc i nie czując

Myślałem, że jestem kimś innym

Kimś dobrym

 

Lecz szybko przyszło się rozstać  z myślą

Puszczając to, którego tak strzegłem

I nagle poczułem krople na twarzy

I widziałem zło wypełzające ze szpary w chodniku

W mą stronę

 

Nowymi oczami przyjrzałem się  światu

Tyran ciągnął mnie z powrotem do siebie

Więc bez chwili wahania czyniąc piękno moim

Zapieczętowałem swój los i swą  duszę

Na zawsze

 
 

Pogarda

 

Au voir, adios, good bye

Ludzkość to nie mój rodzaj

Więc idę i nikt za mną nie kroczy

Czy nikt nie pójdzie ze mną?

Cel łatwo zobaczyć

Wystarczy zamknąć oczy

 

Chciałem czegoś

Niczego, co znałem

Zwykłego

Szarego

Pospolitego

Czymkolwiek się stałem

 

Więc zmierzam - ku nicości

Bezkresu ciemności

Chodź ze mną

On nas ugości

 

Wolę nie iść w pustkę samemu

Ale i Ty nie chcesz iść ze mną

Czemu?

 

Za nami nie zostanie nic wartościowego

Za nami - wygrane

Za nami - przegrane

Tam łzy są jak czas

Płyną - zmarnowane

 

Zostaw uczucia, myśli, przedmioty

Niech się rozpadną

Niech staną się pyłem

Chodź ze mną w pustkę

Ja już ruszyłem

 

Postójmy jeszcze przez chwilę

Tu, na pustki skraju

Zmarnowani

Bezradni

Bezużyteczni

Spoza rodzaju

 

To ostatnia szansa, jaką mamy

Pogrążmy się w pustce

Niech zginie to, co kochamy

 

Dawne, szukane słowo

Z niczym się nie pokrywa

Ty zrobisz jak zechcesz

Adieu

 

Pustka mnie wzywa

 

TNBSP w Rybniku -  strona główna

Prezes TNBSP Oddziału w Rybniku i Doradca Metodyczny:
mgr Romana Piecha:
tnbsp.rybnik@gmail.com

Twórca i opiekun witryny: mgr Gabriela Bonk: gabriela.bonk@gmail.com